Scjentyzm: kiedy nauka staje się religią

Udostępnij tę historię!
Scjentyzm leży u podstaw zarówno technokracji, jak i transhumanizmu, wskazując, że rewolucja prowadzona przeciwko światu ma charakter religijny. Historycznie rzecz biorąc, wszystkie wojny religijne zostały ostatecznie zakończone samą siłą i całkowitą dominacją. ⁃ Edytor TN

Popularnym dziś hasłem jest „Uwierz w naukę”. Jest często używany jako broń przeciwko ludziom, którzy nie odrzucają nauki z zasady, ale raczej jedną lub inną wybitną propozycję naukową, czy chodzi o szczepionkę COVID-19, zmianę klimatu, odżywianie (niskotłuszczowe lub niskowęglowodanowe), aby wspomnieć kilka. Moim celem tutaj nie jest obrona lub zaprzeczenie jakiejkolwiek konkretnej pozycji naukowej, ale zakwestionowanie modelu nauki, na którym zdają się pracować najgłośniejsi samozwańczy wyznawcy nauki. Ich model sprawia, że ​​nauka wydaje się niemal identyczna z tym, co rozumieją i atakują jako religię. Jeśli tak jest, nie powinniśmy ich słuchać, gdy pouczają resztę z nas o zważaniu na naukę.

Najwyraźniejszy problem z napomnieniem, by „wierzyć w naukę” polega na tym, że w żaden sposób nie pomaga, gdy dobrze wykwalifikowani naukowcy – to znaczy eksperci działający w dobrej wierze – znajdują się po obu (lub wszystkich) stronach danego zagadnienia empirycznego. Dominująca część inteligencji może woleć, że o tym nie wiemy, ale w wielu kwestiach naukowych istnieją zdystansowani eksperci, które niektórzy beztrosko nazywają „rozstrzygniętymi” przez „konsensus”, to znaczy poza dyskusją. Dotyczy to dokładnego charakteru i prawdopodobnych konsekwencji zmian klimatycznych oraz aspektów koronawirusa i jego szczepionki. Bez prawdziwych dowodów, uznani indywidualiści są często oczerniani jako skorumpowani przez przemysł, z milczącą wiarą, że naukowcy, którzy głoszą ustalone stanowisko, są czyści i nieprzekupni. To tak, jakby poszukiwanie rządowych pieniędzy nie mogło samo w sobie wpływać na badania naukowe. Co więcej, nikt, nawet naukowcy, nie jest odporny na grupowe myślenie i błąd potwierdzenia.

Tak więc chór „wierzyć nauce” nie zwraca uwagi doświadczonych indywidualistów, chyba że po to, by ich zniesławić. Najwyraźniej, zgodnie z wierzącym modelem nauki, prawda schodzi ze świeckiej Góry Synaj (Mount Science?) dzięki zespołowi namaszczonych naukowców, a tych deklaracji nie można kwestionować. Dysydentów można zignorować, ponieważ są poza wybranymi. Jak wybrani osiągnęli swoją wzniosłą pozycję? Często, choć nie zawsze, odbywało się to poprzez proces polityczny: na przykład powołanie do agencji rządowej lub przyznanie prestiżowych grantów. Możliwe, że naukowiec po prostu zdobył uwielbienie postępowej inteligencji, ponieważ jego poglądy łatwo dopasowują się do określonego programu politycznego.

Ale to nie jest nauka; to religia, a przynajmniej jest to stereotyp religii, któremu „wierzący w naukę” przeciwstawiają się w imię oświecenia. To, co daje, to dogmat iw efekcie oskarżenia o herezję.

W prawdziwej nauce nie ma wybrańców ani Mount Science. Prawdziwa nauka to brutalny proces stawiania hipotez, publicznego testowania, prób replikacji, tworzenia teorii, sprzeciwu i obalenia, obalania (być może), rewizji (być może) i potwierdzania (być może). To niekończący się proces, jak oczywiście musi być. Kto wie, co będzie za następnym rogiem? Żadnej kwestii empirycznej nie można uznać za rozstrzygniętą w drodze konsensusu raz na zawsze, nawet jeśli z biegiem czasu teoria wytrzymała wystarczająco kompetentnych wyzwań, aby zapewnić wysoki stopień pewności. (W świecie ograniczonych zasobów, w tym czasu, nie można odpowiedzieć na wszystkie pytania, więc należy dokonywać wyborów.) Instytucjonalne prawo do deklarowania spraw rozstrzyganych w drodze konsensusu otwiera drzwi do wszelkiego rodzaju psot, które naruszają ducha nauki i potencjalnie szkodzić społeczeństwu finansowo i w inny sposób.

Dziwne jest to, że „wierzący w naukę” czasami pokazują, że rozumieją naukę poprawnie. Na przykład niektórzy celebryci ateiści posługują się poprawnym modelem nauki, kiedy upierają się wobec ludzi religijnych, że nigdy nie możemy osiągnąć „prawdy absolutnej”, przez co mają na myśli nieomylność nieosiągalną. Ale szybko zapominają o tej zasadzie, jeśli chodzi o ich propozycje naukowe. Nagle brzmią jak ludzie, których atakowali w poprzedniej godzinie.

Innym problemem z dogmatycznymi „wierzącymi w naukę” jest to, że zakładają oni, że właściwa polityka rządu, która jest sprawą normatywną, płynnie wypływa z „nauki”, co jest sprawą pozytywną. Jeśli zna się naukę, to wie, co każdy powinien robić – a przynajmniej tak myślą dogmatyczni naukowi. To tak, jakby naukowcy byli wyjątkowo wykwalifikowani ze względu na swoją wiedzę specjalistyczną, aby zalecić najlepszą reakcję polityki publicznej.

Ale to jest całkowicie fałszywe. Polityka publiczna dotyczy moralnego osądu, kompromisów i uzasadnionego użycia przymusu. Przyrodnicy nie mają ani wyjątkowej wiedzy na ten temat, ani nie są w stanie podejmować właściwych decyzji dla wszystkich. Kiedy naukowcy medyczni doradzali zablokowanie działalności gospodarczej z powodu pandemii, nie mówili jako naukowcy, ale jako moraliści (w ubraniach naukowców). Jakie są ich specjalny kwalifikacje do tej roli? W jaki sposób ci naukowcy mogli wziąć pod uwagę wszystkie poważne konsekwencje blokady – psychologiczne, domowe, społeczne, ekonomiczne itd. – dla różnych indywidualnych istot ludzkich, które miałyby podlegać tej polityce? Co kwalifikuje przyrodników do decydowania, że ​​ludzie, którzy potrzebują badań przesiewowych w kierunku raka lub choroby serca, muszą czekać w nieskończoność, podczas gdy osoby z oficjalnie wskazaną chorobą nie muszą? (Politycy wydają formalne zakazy, ale ich doradcy naukowi zapewniają pozorną wiarygodność).

Oto istotne rozróżnienie: chociaż powinniśmy faworyzować naukę, powinniśmy odrzucić scjentyzmbłędnym przekonaniem, że jedynymi pytaniami, które warto zadać, są te, które podlegają metodom nauk przyrodniczych, a zatem wszystkie pytania należy odpowiednio przeredagować lub odrzucić jako bełkot. FA Hayek, in Kontrrewolucja nauki, zdefiniowane scjentyzm jako „niewolnicza imitacja metody i języka nauki”.

Podoba mi się, jak ułożył to filozof Gilbert Ryle Pojęcie umysłu: „Fizycy mogli pewnego dnia znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania fizyczne, ale nie wszystkie pytania są pytaniami fizycznymi. Prawa, które znaleźli i znajdą, mogą, w pewnym sensie tego metaforycznego czasownika, rządzić wszystkim, co się dzieje, ale nie zarządzają wszystkim, co się dzieje. Rzeczywiście nie wyświęcają niczego, co się dzieje. Prawa natury nie są dekretami”.

„Jak powinniśmy żyć?” nie jest jednym z tych pytań, na które przyrodnicy są specjalnie wykwalifikowani, aby odpowiedzieć na nie, ale z pewnością warto je zadać. Podobnie: „Jakie ryzyko powinieneś podjąć lub uniknąć?” Istnieje ogromna różnica między powiedzeniem eksperta medycznego: „Szczepionka X jest ogólnie bezpieczna i skuteczna” a „Szczepienie powinno być obowiązkowe”. (Jednym z wielkich krytyków scjentyzmu był dr Thomas Szasz, który poświęcił swoje życie na walkę z krucjatą zawodów medycznych, a zwłaszcza psychiatrii, w celu przekształcenia kwestii moralnych w kwestie medyczne i tym samym kontrolowania ludzi w imię bezinteresownej nauki.)

Większość ludzi nie ma kwalifikacji do oceniania większości wniosków naukowych, ale mają kwalifikacje do rozsądnego życia. Jestem przekonany, że Ziemia jest kulą, a cząsteczka wody składa się z dwóch części wodoru i jednej części tlenu. Ale nie wiem, jak potwierdzić te propozycje. Tak więc wszyscy musimy polegać na autorytetach naukowych i medycznych – nie w sensie władzy, ale w sensie ekspertyzy i reputacji. (Nawet władze w jednym obszarze polegają na władzach w innych).

Ale musimy też pamiętać, że empiryczne twierdzenia tych władz są podważalne; to znaczy, są one w zasadzie otwarte na obalenie, a być może na obalenie, to znaczy na proces naukowy. Poza niezbędnymi i samopotwierdzającymi się aksjomatami logiki, wszystkie twierdzenia są w tym sensie otwarte. Ten proces prowadzi nas do prawdy. Jak zauważył John Stuart Mill w: O wolności, nawet dysydent, który ma ewidentnie błędny pogląd na kwestię, może wiedzieć coś ważnego w tej właśnie kwestii, która została przeoczona. Na własne ryzyko zamykamy ludzi lub wykrzykujemy ich jako heretyków. To dogmat, nie nauka.

Przeczytaj całą historię tutaj…

O autorze

Patrick Wood
Patrick Wood jest wiodącym i krytycznym ekspertem w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, zielonej gospodarki, agendy 21, 2030 i historycznej technokracji. Jest autorem Technocracy Rising: The Trojan Horse of Global Transformation (2015) i współautorem Trilaterals Over Washington, Volumes I i II (1978–1980) wraz z nieżyjącym Antonim C. Suttonem.
Subskrybuj
Powiadamiaj o
gość
12 Komentarze
Starsze
Najnowszy Najczęściej zagłosowano
Informacje zwrotne w linii
Wyświetl wszystkie komentarze
tylko mówię

Tak, scjentyzm jest religią i nie jest niczym nowym, jak powiedziałeś. Biblia dwukrotnie wspomina o nauce. Pewnego razu w księdze Daniela 1. „Król rzekł do Aspenaz, przełożonego swych eunuchów, aby sprowadził niektórych z synów Izraela, z potomstwa królewskiego i książąt; Dzieci, w których nie było skazy, ale były uprzywilejowane, zręczne we wszelkiej mądrości, przebiegłe w wiedzy i zrozumieniu nauki oraz takie, które miały w sobie zdolność do stania w pałacu królewskim i których mogły uczyć nauki i języka z... Czytaj więcej "

Ostatnio zmodyfikowano 5 miesiące temu przez użytkownika justsayin
DawnieR

Słowo (fraza) to……..KULT ŚMIERCI!

Wasilij

Nauka nie zajmuje się osądami wartościującymi ani prawami i złem. Raczej ma na celu po prostu obserwowanie i powtarzanie tego, co jest, i robienie tego tak bezstronnie, jak to tylko możliwe. Jako taka, nauka nie jest w ogóle uprawniona do stwierdzenia, czy warto w ogóle zajmować się nauką, nie mówiąc już o wszechogarniającej ludzkiej wiedzy. Krótko mówiąc, nauka nie może wspierać metody naukowej, ale w tym celu w dużym stopniu opiera się na filozofii/teologii. Przy tak rażącym przeoczeniu w myśleniu scjentyzm jest skazany na (spektakularną) porażkę; bo nic dobrego nie może być zbudowane na niczym złym. 

Wasilij

Dodam tu jeszcze (w odniesieniu do końcowych słów autora „to jest dogmat, nie nauka”, które, jak się wydaje, zostało napisane z pogardą dla dogmatu), antydogmatyzm też jest dogmatem, z tą wadą, że jest sam w sobie zaprzeczający.

[…] Czytaj więcej: Scjentyzm, gdy nauka staje się religią […]

[…] Czytaj więcej: Scjentyzm, gdy nauka staje się religią […]

[…] Wysłany 2 min temu przez AKTUALNE WYDARZENIA […]

[…] Scjentyzm: kiedy nauka staje się religią […]

[…] Kiedy nieudana technologia jest chroniona i promowana jako „złoty standard”, pozwalając tylko kilku małym firmom na produkcję szczepionek, wtedy nauka staje się religią scjentyzmu. […]

[…] Kiedy nieudana technologia jest chroniona i promowana jako „standard złota” i pozwala tylko kilku firmom wytwarzać produkty, wtedy nauka staje się religią scjentyzmu. […]

[…] Kiedy nieudana technologia jest chroniona i promowana jako „standard złota” i pozwala tylko kilku firmom wytwarzać produkty, wtedy nauka staje się religią scjentyzmu. […]

[…] Kiedy nieudana ekspertyza jest chroniona i promowana jako „standard złota” i pozwala tylko niektórym korporacjom na fabrykowanie towarów, wtedy nauka zamienia się w wiarę scjentyzmu. […]