Technokracja: jak nakazy szczepień stały się bronią polityczną

Obraz: Adobe Stock
Udostępnij tę historię!
Chociaż ten artykuł skupia się na obecnej administracji, jest to globalna strategia stosowana przez technokratów na całym świecie. Z pewnością zastrzyki mają odrębny, ale powiązany cel, wyraźnie obserwuje się wykorzystanie rządów do egzekwowania polityki dystopijnej. Kiedy ich użyteczność się skończy, te same rządy zostaną wrzucone pod autobus technokratów. ⁃ Edytor TN

Tuż przed Bożym Narodzeniem, gdy fala Omicron nabierała tempa, koordynator odpowiedzi na koronawirusa w Białym Domu, Jeffrey Zients wydane niezwykłe stwierdzenie. Zaczął od zapewnienia „zaszczepionych”, że „zrobiłeś dobrze, a my przez to przejdziemy”, ale po tym optymistycznym bromie z dawką ognia i siarki: „Dla nieszczepionych patrzysz na Zima ciężkich chorób i śmierci dla was samych, waszych rodzin i szpitali, które wkrótce możecie przytłoczyć”.

Ta retoryka wydawała się mało prawdopodobna, aby spłoszyć każdego z tych, którzy wahają się przed szczepionką, by zostali dźgnięci. W końcu zostali już narażeni na wiele strasznych ostrzeżeń dotyczących wirusa i prawdopodobnie nie będą otwarci na przestrogi administracji, którą już zignorowali. Prawdziwymi adresatami kazania Zienta byli raczej zaszczepieni, którzy mogli się upewnić, że stoją po stronie dobrych.

Na początku ery Covida wielu wierzyło, że wirus jasno dał do zrozumienia, że ​​„wszyscy jesteśmy w tym razem”. Powiedziano nam, że pandemia wywoła poczucie zbiorowej odpowiedzialności, oparte na naszych biologicznych wzajemnych powiązaniach. Jednak rzeczywistość, dobitnie ujawniona przez proklamację Zientsa, jest taka, że ​​wkroczyliśmy w nową erę biopolitycznej bałkanizacji, widocznej nie tylko w drastycznych rozbieżnościach politycznych między państwami czerwonym i niebieskim, ale także w próbach wykluczenia nieszczepionych z życia publicznego.

Szef Zients, Joe Biden, prowadził kampanię na pomysł, że technokratyczne kompetencje i wiara w wiedzę fachową położą kres pandemii. Obiecał również, że ograniczy wojny kulturowe ery Trumpa. „Możemy”, powiedział w swoim przemówieniu inauguracyjnym, „połączyć siły, przestać krzyczeć i obniżyć temperaturę”. Może to była zwykła polityczna papla, ale odzwierciedlała szczerą nadzieję, że po burzliwej erze Trumpa mogą nastąpić mniej dzielące – a nawet przyjemnie nudne – cztery lata.

Zamiast tego, rok po rozpoczęciu administracji Bidena, widzieliśmy przyspieszenie propagandowej broni „nauki” i serię samorzutnych ciosów w wiarygodność ekspertów. Wiele powiedziano o niespójnym przekazie CDC, a podczas obecnego wzrostu Omicron, podobnie jak podczas poprzednich wzrostów, administracja była krytykowana zarówno za zbyt agresywną, jak i zbyt nieśmiałą postawę. Jednak u podstaw tych niespójności kryje się nowy tryb liberalnego, technokratycznego rządzenia, napędzany moralizatorskim zapałem i stronniczym wzburzeniem, a nie spokojną neutralnością i racjonalną kalkulacją.

Ta nowa strategia rządów stawia administrację Bidena w przeciwieństwie do administracji Baracka Obamy, w której pełnił funkcję wiceprezydenta. Choć burzliwa retoryka jego kampanii z 2008 roku czasami sugerowała coś innego, Obama kierowany był przekonaniem, że kompetentne kierownictwo, a nie wizjonerskie przemówienia, mogą zjednoczyć naród. Dziwne impulsy i powiązania akademickie byłego profesora prawa doprowadziły go do rozwijającej się dziedziny ekonomii behawioralnej, w szczególności do pracy jego niegdysiejszego kolegi z University of Chicago, Cassa Sunsteina, który w latach 2009-2012 pełnił funkcję jego cara regulacyjnego.

Sunstein był pionierem podejścia znanego jako „szturchnięcie”, które dało tytuł książce z 2008 roku, której współautorem był z Richardem Thalerem. Sunstein zasugerował, że zamiast nakazywać lub zabraniać zachowań, rządy mogą zmienić „architekturę wyboru”, aby w sposób milczący zachęcać do pożądanych zachowań i zniechęcać do niepożądanych. Często przytaczanym przykładem jest domyślne wyrażenie zgody na niektóre decyzje, takie jak rejestracja składek emerytalnych lub rejestr dawców narządów. Te pozornie małe zmiany, jak wierzyli „szturchacze”, mogą przeprojektować zachowanie mas w kierunku prospołecznym. Sunstein i Talar, David V. Johnson zauważa, twierdził, że „znalazł złoty środek między wolnorynkowym konserwatyzmem Reagana a państwowym liberalizmem FDR”. Ich idee w naturalny sposób przemówiły do ​​prezydenta, który obiecał przezwyciężyć podziały między czerwoną i niebieską Ameryką.

Podczas swojej drugiej kadencji Obama podpisał dekret zobowiązujący rząd do „wykorzystywania spostrzeżeń nauk behawioralnych” i… uruchomiona zespół nauk społecznych i behawioralnych, który wprowadza w życie „teorię popychania”. Wyniki tych inicjatyw były skromne. Na przykład administracja próbowała wykorzystać przypomnienia SMS-em, aby zwiększyć immatrykulację na studiach wśród maturzystów o niskich dochodach. Takie wysiłki, przypominające okres sprzed 2016 r., kiedy majstrowanie przy krawędziach możliwego było nadal postrzegane jako szlachetny i żywotny sposób rządzenia, dziś wydają się osobliwe.

W swoich pismach Sunstein bezpośrednio przeciwstawia wysiłki typu szturchania nakazom i argumentuje, że te pierwsze są lepsze, ponieważ „zachowują wybór”. Na przykład uczynienie preferencji zielonej energii w sektorze użyteczności publicznej opcją domyślną predysponuje konsumentów do dokonywania wyborów korzystnych dla środowiska, ale nadal daje im ucieczkę. Dla tych, którzy dręczą mandaty Covida, ten „libertariański paternalizm” może wydawać się lepszy od obecnego stylu rządów Demokratów.

Jednak ekonomia behawioralna również spotkała się z krytyką u szczytu swoich wpływów. Krytycy argumentowali, że polityki typu szturchającego są często próbą ominięcia zbiorowych rozważań dotyczących kwestii będących przedmiotem wspólnego zainteresowania. Było to jednak jedno ze źródeł ich atrakcyjności: po półroczu 2010 roku Biały Dom stanął w obliczu wrogiego Kongresu, który pokrzyżował ambicje Obamy. Dla kierownika zepchniętego w bok w ten sposób, jak Johnson zauważyłem w ostatnich miesiącach administracji „szturchnięcie może zapewnić sukces polityki bez konieczności uzyskania zgody Kongresu”.

W erze Covida administracja Bidena i jej sojusznicy na szczeblu państwowym dokonali ciężkiego zwrotu od szturchania na rzecz objęcia mandatów. Przypuszczalnym uzasadnieniem tej zmiany jest to, że powaga kryzysu Covid wymagała bardziej drastycznych środków. Ale coś innego odróżnia technokrację Covid od jej poprzedników: niezwykła ciekawość, czy narzucone przez nią ograniczenia rzeczywiście działają. Ta ciekawość stała się jeszcze bardziej rażąca w ostatnich tygodniach, ponieważ firma Omicron doprowadziła przypadki do bezprecedensowego poziomu w miastach takich jak Nowy Jork, w którym obowiązują zarówno paszporty szczepionek, jak i mandaty dotyczące masek.

Z drugiej strony podejście zachęty jest przynajmniej pozornie zorientowane na wyniki: ocenia interwencje na podstawie ich mierzalnego wpływu. Tak więc jednym z problemów z mandatami, z punktu widzenia szturmowców, jest to, że ryzykują one połączenie intencji i wyników. Mandaty są często trudne do wyegzekwowania i generują reakcje, a zatem mogą okazać się szkodliwe. Mogą jednak pozostać w mocy, mimo że nie osiągają swoich celów, ponieważ wykazują moralne zaangażowanie w upragniony cel.

I jak pokazała świąteczna zapowiedź Zientsa, kiedy mandaty nie przynoszą pożądanych rezultatów, to wina tych, którzy nie przestrzegają zasad, a nie tych, którzy je narzucili. Bardziej empiryczne podejście potraktowałoby rzeczywistość niezgodności jako część tego, co należy zmierzyć w celu oceny skuteczności proponowanej polityki. Ale taka strategia oznaczałaby, że sami technokraci, a nie antyszczepionkowcy czy antymaskerzy, powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności za niepowodzenia polityki. Nic dziwnego, że wypadł z łask.

Jeszcze przed rokiem wydawało się oczywiste, że przewodnim etosem technokracji był zimny rachunek utylitarny, ale w ciągu ostatnich dwóch lat stał się on czymś w rodzaju czegoś przeciwnego: zapału moralnego. Różne czynniki spowodowały tę zmianę, ale reakcja technokratów i ich wyborców na Trumpa, z jego „wojną z państwem administracyjnym” i miłością do „słabo wykształconych”, była prawdopodobnie kluczowa. Majstrowanie za kulisami, które było faworyzowane w erze Obamy, nie było już opłacalnym podejściem dla klasy, która czuła, że ​​jej interesy są zagrożone.

Na początku pandemii pisarz Alex Hochuli opisane pandemia jako „koniec życia technokracji”. Przynajmniej na chwilę sprawiło, że eksperci znieważeni przez poprzednie pół dekady z powrotem zasiadali za kierownicą. Ale populistyczny zapał, który napędzał ruch Trumpa, ożywił się ponownie w reakcji na zablokowania i nakaz masek i szczepionek. Początkowo wydawało się, że stawia to technokratów w nienaruszalnej pozycji, ponieważ mogą kwestionować swoich sojuszników jako pomocników i sprawców chorób i śmierci.

Przeczytaj całą historię tutaj…

O autorze

Patrick Wood
Patrick Wood jest wiodącym i krytycznym ekspertem w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, zielonej gospodarki, agendy 21, 2030 i historycznej technokracji. Jest autorem Technocracy Rising: The Trojan Horse of Global Transformation (2015) i współautorem Trilaterals Over Washington, Volumes I i II (1978–1980) wraz z nieżyjącym Antonim C. Suttonem.
Subskrybuj
Powiadamiaj o
gość
2 Komentarze
Starsze
Najnowszy Najczęściej zagłosowano
Informacje zwrotne w linii
Wyświetl wszystkie komentarze