Nakaz „Geofence” uwięził niewinnego rowerzystę na miejscu zbrodni

Zachery McCoyMcCoy często jeździł na rowerze po okolicy. Agnes Lopez / dla NBC News
Udostępnij tę historię!
image_pdfimage_print
Policja może teraz uzyskać nakazy, aby Google zażądał, aby Google zrezygnował z zapisów dotyczących „geofence” każdego, kto był w pobliżu miejsca przestępstwa. Będąc w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie możesz zostać aresztowany jako podejrzany i możliwe aresztowanie. ⁃ Edytor TN

Wiadomość e-mail dotarła we wtorek po południu, zaskakując Zachary'ego McCoya, gdy przygotowywał się do pracy w restauracji w Gainesville na Florydzie.

To było od zespołu wsparcia dochodzeń prawnych Google, który napisał, aby poinformować go, że lokalna policja zażądała informacji związanych z jego kontem Google. Firma powiedziała, że ​​ujawni dane, chyba że pójdzie do sądu i spróbuje je zablokować. Miał tylko siedem dni.

„Byłem dotknięty bardzo głębokim strachem”, przypomniał sobie 30-letni McCoy, chociaż nie mógł wymyślić niczego, co zrobił źle. Miał telefon z Androidem, który był połączony z jego kontem Google i, podobnie jak miliony innych Amerykanów, korzystał z asortymentu produktów Google, w tym Gmaila i YouTube'a. Teraz policja najwyraźniej chciała uzyskać dostęp do tego wszystkiego.

„Nie wiedziałem, o co chodzi, ale wiedziałem, że policja chce coś ode mnie dostać” - powiedział McCoy w ostatnim wywiadzie. „Bałam się, że coś mnie oskarżą, nie wiem co”.

Była jedna wskazówka.

W zawiadomieniu od Google był numer sprawy. McCoy szukał go na stronie Departamentu Policji w Gainesville i znalazł jednostronicowy raport z dochodzenia w sprawie włamania do domu starszej kobiety 10 miesięcy wcześniej. Przestępstwo miało miejsce niecałą milę od domu, który McCoy, który niedawno uzyskał stopień naukowy z programowania komputerowego, dzielił się z dwoma innymi.

Teraz McCoy był jeszcze bardziej spanikowany i zdezorientowany. Wiedział, że nie miał nic wspólnego z włamaniem - nigdy nie był w domu ofiary - i nie znał nikogo, kto mógłby. I nie miał dużo czasu, aby to udowodnić.

McCoy martwił się, że pójście prosto na policję doprowadzi do jego aresztowania. Poszedł więc do domu rodziców w St. Augustine, gdzie podczas kolacji powiedział im, co się dzieje. Zgodzili się przeznaczyć oszczędności na adwokata.

Prawnik, Caleb Kenyon, przekopał się i dowiedział, że zawiadomienie zostało wywołane przez „nakaz geofence”, policyjnego narzędzia nadzoru, które rzuca wirtualny szum na miejsca zbrodni, zmiatając dane o lokalizacji Google - pobrane z GPS użytkowników, Bluetooth, Wi-Fi i połączenia komórkowe - od wszystkich w pobliżu.

Nakazy, które dramatycznie wzrosły w ciągu ostatnich dwóch lat, może pomóc policji w znalezieniu potencjalnych podejrzanych, którzy nie mają żadnych tropów. Zbierają również dane od osób, które nie mają nic wspólnego z przestępstwem, często bez ich wiedzy ─ co sam Google opisał jako „Znaczące naruszenie prywatności”.

Wciąż zdezorientowany ─ i bardzo zmartwiony ─ McCoy obejrzał swój telefon. Zapalony rowerzysta użył aplikacji RunKeeper do śledzenia ćwiczeń, aby nagrać swoje przejażdżki. Aplikacja polegała na usługach lokalizacyjnych swojego telefonu, które zasilały jego ruchy w Google. Podkreślił swoją trasę w dniu 29 marca 2019 r., Włamanie i zobaczył, że minął dom ofiary trzy razy w ciągu godziny, co stanowi część jego częstych pętli w jego sąsiedztwie, powiedział.

„To był koszmarny scenariusz” - wspomina McCoy. „Korzystałem z aplikacji, aby zobaczyć, ile mil przejechałem na rowerze, a teraz znalazłem się na miejscu zbrodni. A ja byłem głównym podejrzanym. ”

Nowe, potężne narzędzie

Ofiarą była 97-letnia kobieta, która powiedziała policji, że brakuje jej kilku biżuterii, w tym pierścionka zaręczynowego o wartości ponad 2,000 USD. Cztery dni po tym, jak zgłosiła przestępstwo, policja w Gainesville, szukając tropów, udała się do sędziego hrabstwa Alachua z nakazem dla Google.

Domagali się w nim rejestrów wszystkich urządzeń korzystających z usług Google, które znajdowały się w pobliżu domu kobiety, kiedy sądzono, że doszło do włamania. Pierwsza partia danych nie zawiera żadnych informacji identyfikujących. Policja szukała w nim urządzeń, które wydawały się podejrzane, i prosiła Google o nazwy ich użytkowników.

Kenyon powiedział, że policja powiedziała mu, że zainteresowali się urządzeniem McCoya po przejrzeniu pierwszej partii anonimowych danych. Nie znali tożsamości właściciela urządzenia, dlatego wrócili do Google z prośbą o więcej informacji.

Przeczytaj całą historię tutaj…

Dołącz do naszej listy e-mailowej!


Zapisz się
Powiadamiaj o
gość
1 Komentarz
Starsze
Najnowszy Najczęściej zagłosowano
Informacje zwrotne w linii
Wyświetl wszystkie komentarze